Słodkie podróże

Paryż – stolica francuskiej sztuki cukierniczej

14 września 2018

 

Nie ukrywam, że głównym powodem, dla którego postanowiłam odwiedzić Paryż były słodkości. I choć podróżowanie zawsze jest dla mnie ekscytującym przeżyciem i miło było zobaczyć na żywo Wieżę Eiffla, to głównym celem, jaki mi przyświecał, było odwiedzenie najlepszych paryskich cukierni. Wiedziałam, że wyniosę z tego ogrom wiedzy na temat francuskiej sztuki cukierniczej i masę inspiracji na przyszłość.

Już po pierwszym spacerze po Paryżu z radością odkryłam (a raczej utwierdziłam się w przekonaniu), że Paryżanie kochają sprawiać sobie małe, słodkie przyjemności. W tym mieście nie trudno o zaspokojenie głodu cukrowego, wręcz roi się tam od miejsc serwujących przeróżne rodzaje deserów, od piekarni i cukierni, po zwykłe restauracje i kawiarnie. Możecie być więc pewni, że w razie nagłej potrzeby dosłodzenia się, szybko będziecie mogli znaleźć ukojenie.

Słodki romans o poranku

Romans z cukrem zaczyna się dla Paryżan już z samego rana. Aby poczuć się jak tubylcy polecam Wam więc zasiąść o poranku przy maleńkim kawiarnianym stoliku i obserwować budzące się do życia miasto, racząc się przy tym kawą i croissantem. Inną opcją jest zjedzenie śniadania w jednym z przepięknych parków lub na bulwarach, po wcześniejszym zaopatrzeniu się w piekarni (fr. boulangerie). Z czystym sumieniem mogę polecić tu Poilâne – jedną z najsłynniejszych piekarni na świecie, której motto brzmi „jakość ponad ilość”, co widać i czuć w ich pieczywie. Inną piekarnią wartą uwagi jest Ernest & Valentin, gdzie jadłam największego i najprzyjemniej rozpuszczającego się w ustach pain-au-chocolat w swoim życiu. Jeśli kiedyś, choć w połowie, uda mi się przygotować tak magicznie maślane ciasto francuskie, oszaleję z samozachwytu. Przy okazji wizyty w dzielnicy le Marais, koniecznie zajrzyjcie także do żydowskiej piekarni Boulangerie Murciano, która od ponad stu lat zachwyca swoim pieczywem i strudlem jabłkowym.

Jeśli zapragniecie skosztować nieco paryskiego splendoru i postawicie na śniadanie „na bogato”, z pewnością pomogą Wam w tym dwie światowej sławy lokale. Pierwszym z nich jest Café Pouchkine, w którym nie udało mi się niestety zjeść (jestem przecież tylko małym człowiekiem o małym żołądku), ale zarówno wystrój, jak i desery, które widziałam przelotem na wystawie robiły ogromne wrażenie. Drugim lokalem jest Angelina (przy Rue de Rivoli), w której kiedyś stołowała się sama francuska arystokracja. Elegancję i wyrafinowanie czuć tam w każdym elemencie wystroju. Poza menu śniadaniowym i lunchowym, Angelina oferuje szeroką gamę klasycznych deserów, w tym kasztanowy deser Mont-Blanc i gorącą czekoladę, które są chlubą tego lokalu. Nie lądują one, co prawda, w pierwszej trójce najlepszych słodkości, jakie jadłam w Paryżu, ale na pewno nie żałuję czasu spędzonego w tym przepięknym lokalu.

Tyle słodkości, tak mało czasu!

Wyjazdy spędzam zwykle na całodniowym szwędaniu się po okolicy, a to potrafi człowieka nieźle wymęczyć. Spore zagęszczenie deserów w Paryżu przydało się więc, kiedy potrzebowałam podładować nieco baterie podczas wielogodzinnego zwiedzania miasta. Mogłam wtedy liczyć nie tylko na wyżej wspomniane piekarnie i kawiarnie, ale także na liczne naleśnikarnie (fr. crêperie) oraz ciastkarnie (fr. biscuiterie). Jeśli chodzi o te ostatnie, do gustu przypadła mi szczególnie La Cure Gourmande, w której znajdziecie mnóstwo słodkich wyrobów. Wybór jest wręcz przytłaczający! Nie zdziwcie się więc, jeśli wyjdziecie stamtąd obładowani torbami upominków dla bliskich.

Na moim planie zwiedzania, punktem obowiązkowym była także cukiernia L’Eclair de Génie, która specjalizuje się w eklerkach. Naczytałam się o tym miejscu wiele dobrego i miałam wobec niego ogromne oczekiwania. Z przyjemnością przyznaję jednak, że ani trochę się nie zawiodłam. Nawet jeśli nie przepadacie za eklerkami, cukiernia ta oferuje na tyle szeroką gamę smaków, że z pewnością każdy znajdzie tam coś dla siebie. Ja oszalałam na punkcie kombinacji cytryny i yuzu oraz eklerka pralinowego z migdałami i orzechami włoskimi. Co prawda, w większości paryskich cukierni bez problemu znajdziecie większe i tańsze eklerki z kremem budyniowym, jednak nie będą one wyglądały i smakowały tak wyjątkowo, jak te oferowane przez L’Eclair de Génie.

Podczas wałęsania się po mieście z pewnością spotkacie na swojej drodze także kilka miejsc z specjalizujących się w czekoladzie. Pralus to jeden z bardziej znanych sklepów tego rodzaju w Paryżu, jednak czekolada nie była celem mojej wizyty w tym lokalu. O wiele bardziej ciekawiła mnie gwiazda sklepu – La Praluline. Jest to brioszka z dodatkiem otoczonych w cukrze różanym migdałów i orzechów laskowych. Muszę przyznać, że miękka bułeczka i chrupiące orzechy tworzą fantastyczną teksturę. Jeśli chodzi o smak, nie musicie się martwić przytłaczającym aromatem róży – orzechy są dla niego świetną przeciwwagą.

Ponieważ odwiedzałam Paryż latem, bardzo często zaglądałam także do lodziarni. Jedną z nich była Une Glace a Paris, za której sukces odpowiedzialne są prawdziwe szychy cukierniczego świata. Oprócz świetnej jakości klasyków (lody o smaku gorzkiej czekolady 75% marzą mi się do tej pory po nocach), pełno tam nietypowych, odważnych smaków lodów i sorbetów (co powiecie na wiśnię i jaśmin, pomarańczę z marchewką i imbirem, lub marchewkę z estragonem i whisky?).

Drugim lokalem, o którym muszę tutaj wspomnieć jest Amorino. To prawda, nazwa brzmi włosko (w końcu marka ta szczyci się produkcją naturalnych włoskich gelato), ale pierwsza lodziarnia (gelaciarnia?) pod tym szyldem powstała właśnie w Paryżu. Ich wyrobom nie można odmówić intensywności i kremowości, choć smaki są tu zdecydowanie bardziej klasyczne. Oprócz lodowych pyszności, ogromną zaletą Amorino okazał się dla mnie fakt, iż ich lokale otwarte są do bardzo późnych godzin wieczornych (nigdy nie wiadomo, kiedy złapie nas ochota na słodką rozpustę, prawda?). Zapaleni Instagramowicze będą zachwyceni ich popisowymi lodami w kształcie różyczek. Wyglądają niesamowicie, ale ze względów praktycznych, zdecydowanie optuję za ich opcją kubeczkową.

W poszukiwaniu najlepszych makaroników w mieście

Jeśli miałabym wybrać jeden deser, który od zawsze był dla mnie symbolem paryskości, mój wybór na pewno padłby na makaroniki. Niestety, przed podróżą do Francji, moje doświadczenia z tymi szykownymi ciasteczkami nigdy nie zrobiły na mnie wybitnego wrażenia. Kiedy więc nadarzyła się okazja na wyjazd do Paryża, a tym samym spróbowania najlepszych makaroników na świecie, byłam zdeterminowana, aby raz na zawsze określić się w swoim stosunku do tych słodyczy. Po obszernym wywiadzie wybrałam dwa miejsca, które miały pomóc mi w mojej misji.

Pierwszym lokalem była cukiernia Ladurée, której historia sięga ponad 150 lat, co czyni ją jedną z najstarszych w mieście. W samym Paryżu pod tym szyldem znajduje się kilka lokali, z czego najbardziej znany i najczęściej odwiedzany lokal mieści się przy Alei Pól Elizejskich. Spodziewajcie się tam jednak sporej kolejki, turyści wręcz oblegają to miejsce. Jeśli, w przeciwieństwie do mnie, nie brakuje Wam wytrwałości i nie macie nic przeciwko zatłoczonym lokalom, koniecznie odwiedźcie tę kawiarnio-restaurację. Stylowe wnętrze naprawdę robi wrażenie.

Szykowny wystrój jest zresztą cechą wspólną wszystkich lokali Ladurée. Każdy z nich urządzony jest w podobnym stylu inspirowanym Kaplicą Sykstyńską i Operą Garnier. Pastelowe kolory, ornamenty, lustra i żyrandole tworzą klimat, który dla mnie jest kwintesencją francuskiego stylu rokoko. Najatrakcyjniej prezentuje się on, moim zdaniem, w lokalu przy Rue Royale, w którym wystrój nie zmienił się zbytnio od czasu otwarcia tu pierwszej kawiarni pod szyldem Ladurée. Oprócz oryginalnych fresków, ogromną zaletą tego miejsca jest mniejszy ruch niż w lokalu przy Polach Elizejskich.

Skupmy się jednak na ich pięknych słodkościach. Ladurée oferuje szeroką gamę makaroników. Oprócz klasycznych smaków, takich jak pistacja, czekolada, cytryna i solony karmel, na stałe znajdziecie tu także bardziej nietypowe smaki, takie jak kwiat pomarańczy lub lukrecja. Do tego dochodzi jeszcze cały wachlarz smaków sezonowych, więc jest z czego wybierać. I choć konsystencja ciastek była idealna, makaroniki te okazały się dla mnie odrobinę za słodkie. Zabrakło mi tu dobrze zbalansowanych kremów, które byłyby przeciwwagą dla słodkiej bezowej skorupki.

Podobne wrażenie zrobiło na mnie popisowe ciastko cukierni – Isphan, różany makaronik wypełniony kremem z płatków róży i liczi, udekorowany świeżymi malinami. Nie zrozumcie mnie źle, ciastko było naprawdę smaczne, aromaty owoców pięknie przeplatały się w nim z delikatnym aromatem róży, a kruchość makaronika świetnie grała z delikatnością kremu i świeżością malin. Jednak już w połowie czułam przesłodzenie i musiałam podzielić się ciastkiem z moimi współtowarzyszami. Pamiętajcie jednak, że tolerancja słodkości jest bardzo indywidualną kwestią.

Drugim lokalem, który odwiedziłam w poszukiwaniu makaronika idealnego był Pierre Hermé. Jeśli interesujecie się światem cukierniczym, z pewnością kojarzycie to nazwisko. W 2016 roku pan Hermé otrzymał tytuł najlepszego cukiernika na świecie i często chwalony jest za swoją oryginalność, awangardowość i magiczne połączenia smakowe. Wizyta w jego cukierni była więc dla mnie spełnieniem marzeń – w końcu, nie często mam okazję próbować dzieł swojego cukierniczego idola.

W całym Paryżu znajdziecie aż ponad 10 butików tej marki. Każdy z nich urządzony jest w nowoczesnym stylu, a kolorystyka dobrana jest tak, aby pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy po wejściu do lokalu były żywe kolory słodkości na wystawie. Oprócz makaroników (zarówno małych, jak i dużych), zza szyby kusiły mnie też ciasta, deserki, czekoladki i wiele, wiele innych pyszności, które będą musiały poczekać na mnie do czasu kolejnej wizyty w Paryżu.

Co tu dużo mówić – znalazłam swoje makaroniki idealne. Wśród najbardziej nietypowych połączeń smakowych znajdziecie tam m.in. oliwę z oliwek z mandarynką i czerwonymi owocami, limonkę z maliną i chili, serek śmietankowy z kompotem pomarańczowo-marakujowym oraz różę z pigwą. Moim zdecydowanym faworytem jest jednak smak Mogador, czyli mleczna czekolada i marakuja. Wręcz rozpłynęłam się ze szczęścia próbując tego makaronika! Kremy w ciastkach Hermé są, moim zdaniem, o wiele lepiej zbalansowane ze słodkością bezy. Jeśli chodzi o same bezowe skorupki, w przekroju mają raczej ciastową strukturę, jednak bardzo szybko rozpływają się w ustach, przez co wydają się o wiele lżejsze niż makaroniki Ladurée. Rozumiem już teraz, dlaczego czasopisma kulinarne nazywają Pierre’a Hermé „królem współczesnego cukiernictwa”.

Pobyt w Paryżu był dla mnie spełnieniem cukierniczych marzeń, a wiedza, którą wyniosłam z tego wyjazdu jest wprost bezcenna. Na pewno o wiele lepiej rozumiem teraz francuskie desery – wiem, jak mają wyglądać i smakować oraz jak mogę robić je lepiej. Mam nadzieję, że moje wrażenia pomogą Wam w zaplanowaniu własnych paryskich podbojów. Wiem, że prawdopodobnie pominęłam jeszcze wiele interesujących miejsc, ale nie sposób spróbować wszystkiego w jeden tydzień. Z chęcią poczytam więc o Waszych odczuciach i doświadczeniach w komentarza pod tym wpisem. Być może pomogą mi one w planowaniu kolejnej wizyty w Paryżu.

Udanych wypieków i pysznych okruszków!

Zobacz także:

Brak komentarzy

Zostaw wiadomość

x Chcesz jako pierwszy otrzymywać informacje o nowych wpisach i wydarzeniach?
Marzy Ci się jeszcze więcej przepisów i porad, stworzonych specjalnie dla Ciebie?
Dołącz do grona Kruszynek już teraz!
[FM_form id="1"]